Pomiń polecenia Wstążki
Przeskocz do głównej zawartości
Przeskocz do głównego menu
Nawiguj w górę
Logowanie
 

 2005/2006

 
Inauguracja roku akademickiego 2005/2006
 
Gośćmi inauguracji byli: Izabela Jaruga-Nowacka - wiceprezes Rady Ministrów i minister polityki społecznej, Jarosław Pietras - minister ds. europejskich w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, Jan Truszczyński - wiceminister spraw zagranicznych, prof. Andrzej Kowalski - podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, dr Józef Oleksy - poseł na Sejm RP, Adam Mroczkowski - wicewojewoda mazowiecki, ambasadorowie, członkowie korpusu dyplomatycznego  oraz rektorzy innych uczelni.
 
Uroczystym momentem inauguracji było ślubowanie najlepszych nowo przyjętych studentów.
Listy gratulacyjne z okazji 50-lecia immatrykulacji otrzymali: mgr Ryszard Bilski, mgr Edward Czapula, mgr Teresa Fąfara-Cetnarska, mgr Władysława Gawrońska, mgr Jan Górski, dr Janusz Kaczurba, mgr Ryszard Kuzenko, mgr Danuta Lipińska-Szczepankowska, mgr Sylwia Łukasik, prof. Franciszek Misiąg, mgr Sabina Nowodworska-Kuran, mgr Elżbieta Przeorska-Zdziarska, mgr Janusz Soliński,  mgr Władysław Szczepankowski.
 
Na inauguracji wręczono nagrody Ministra Edukacji Narodowej. Nagrody otrzymali: indywidualne prof. Elżbieta Duliniec, prof. Janusz Kaliński, prof. Maria Lissowska,  zespołowe: prof. Jan Bossak i prof. Wojciech Bieńkowski

Wykład inauguracyjny na temat: „Przyszłość gospodarki Polskiej w Unii Europejskiej” wygłosiła prof. dr hab. Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska  
 
Przedstawiamy władze akademickie Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie
w roku akademickim 2005/2006      
 
Rektor           prof. Adam Budnikowski
Prorektorzy  prof.  Joachim Osiński                     
                        prof. Piotr Płoszajski                     
                        prof. Maria Romanowska

Dziekani
    
prof. Marek Rocki - dziekan Kolegium Analiz Ekonomicznych
prof. Katarzyna Żukrowska - dziekan Kolegium Ekonomiczno-Społecznego
prof. Stanisław Wodejko - dziekan Kolegium Gospodarki Światowej
prof. Andrzej Herman -  dziekan Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie
prof. Janusz Ostaszewski - dziekan Kolegium Zarządzania i Finansów
prof. Grażyna Wojtkowska-Łodej - dziekan Studium Podstawowego
prof. Joanna Plebaniak - dziekan Studium Dyplomowego
prof. Marek Bryx - dziekan Studium Zaocznego


Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
Początek inauguracji
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
JM Rektor prof. Adam Budnikowski
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
Przemawia JM Rektor prof. Adam Budnikowski
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006
Prof. Maria Romanowska prowadzi immatrykulację
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
 Immatrykulacja
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
Immatrykulacja​
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
Prof. Elżbieta Duliniec odbiera nagrodę Ministra Edukacji Narodowej. Nagrodę wręcza prorektor prof. Joachim Osiński
 
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
Wykład inauguracyjny wygłasza prof.  Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
Siedzą od lewej profesorowie: Grażyna Wojtkowska-Łodej - dziekan Studium Podstawowego, Joanna Plebaniak - dziekan Studium Magisterskiego, Marek Bryx - dziekan Studium Zaocznego, Marek Rocki - dziekan Kolegium Analiz Ekonomicznych, Katarzyna Żukrowska - dziekan Kolegium Ekonomiczno-Społecznego
Inauguracja roku akademickiego 2005-2006.
Spotkanie w Sali Kolumnowej. Od lewej Izabela Jaruga-Nowacka - wiceprezes Rady Ministrów i minister polityki społecznej, prof. Adam Budnikowski, prof. Joachim Osiński
 
 
 
fot. Maciej Górski 
 


Przemówienie Jego Magnificencji Rektora prof. Adama Budnikowskiego 
wygłoszone podczas 100. inauguracji roku akademickiego 2005/2006

 
Szanowni Państwo,

Rozpoczynamy dzisiaj kolejny rok akademicki. Ten dzień jest z wielu względów wyjątkowy.
 
Po pierwsze, jest to bardzo ważny dzień w życiu wszystkich tych, którzy zostali przyjęci do Szkoły Głównej Handlowej i za chwilę otrzymają upragnione indeksy.
 
Po drugie, dzisiejszy dzień jest wyjątkowy dla całej społeczności naszej Uczelni. Inaugurujemy bowiem setny rok nieprzerwanej działalności Szkoły Głównej Handlowej.
 
Po trzecie, dzisiejsza inauguracja roku akademickiego jest szczególna, ponieważ działalność uczelni zaczyna regulować nowa ustawa: Prawo o szkolnictwie wyższym. Znaczenie tej ustawy jest tym większe, że nie została ona środowisku akademickiemu narzucona, lecz opracowana w efekcie wieloletnich dyskusji z udziałem przedstawicieli środowisk naukowych i studentów. Wymienionym właśnie trzem głównym przejawom wyjątkowości dzisiejszej inauguracji poświęcę dominującą część mego wystąpienia.
 
Dzisiejsza inauguracja rozpoczyna setny rok działalności Uczelni. Nowy rok akademicki będzie obfitował w wydarzenia mające uczcić tę rocznicę i przypomnieć dzieje Uczelni. Zwracam się do całego środowiska akademickiego, pracowników i studentów, o włączenie się w godne uczczenie jubileuszu naszej Alma Mater.

Za datę powstania Uczelni uważa się 13 października 1906 roku, kiedy w nieistniejącym już budynku przy ulicy Smolnej uruchomione zostały Prywatne Handlowe Męskie Kursy Augusta Zielińskiego. Dopiero jednak w 1915 roku okupacyjne władze niemieckie uznały, że dające początek naszej Szkole Kursy, nazywane wówczas Handelshochschule, są uczelnią wyższą. Właśnie wtedy, przed 90-ma laty pojawiła się nowa nazwa uczelni: Wyższa Szkoła Handlowa w Warszawie. Nazwa przetrwała do 1933 roku, gdy zamieniono ją na obowiązującą także dzisiaj: Szkoła Główna Handlowa.

Kolejną przełomową dla Uczelni datą był rok 1925. Wówczas to, 80 lat temu, na podstawie ustawy z 1924 roku nasza Uczelnia otrzymała pełnię praw akademickich. Powołany senat dokonał pierwszego w historii Szkoły wyboru jej rektora, którym został profesor Bolesław Miklaszewski. Przekształcił on ówczesną WSH w nowoczesną uczelnię ekonomiczną. Jego wybór zapoczątkował także tradycję demokratycznych wyborów władz, które - pomijając stosunkowo krótkie okresy rządów totalitarnych - stały się w naszej Uczelni regułą.

Także w 1925 roku wzniesiono (w stanie surowym) gmach A, który został zaprojektowany, podobnie jak gmachy: Główny i Biblioteka, przez wybitnego architekta, Jana Koszczyca-Witkiewicza.

W okresie międzywojennym nasza Uczelnia wykształciła ponad 1500 studentów. W tym czasie wykładali tutaj między innymi tak wybitni uczeni, jak Ludwik Krzywicki, Jan Lewiński i Władysław Zawadzki oraz działacze gospodarczy jak Feliks Młynarski, Marian Rapacki i Stefan Starzyński.
SGH kontynuowała wypełnianie swojej misji naukowej i dydaktycznej także w okresie II wojny światowej, chociaż odbywało się to częściowo w warunkach konspiracji. Było to jak- że dramatycznym dowodem na to, że nawet w warunkach zagrożenia życia, nie zapomniano o znaczeniu, jakie dla rozwoju kraju posiadają zasoby kapitału ludzkiego.

W 1949 roku SGH została upaństwowiona i otrzymała nazwę Szkoły Głównej Planowania i Statystyki. W tamtym okresie, tak jak to miało miejsce także w innych uczelniach tego typu w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, nasza Uczelnia była przede wszystkim kuźnią kadr dla gospodarki centralnie planowanej. Jednak, nawet w najtrudniejszych okresach, i tym różnimy się od naszych odpowiedników w większości krajów regionu, udało się nam zachować, zarówno w badaniach, jak i nauczaniu, wiele elementów ekonomii w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Stało się to między innymi dzięki działalności takich profesorów jak: Michał Kalecki, Oskar Lange, czy Edward Lipiński.

I jeszcze jedna data, o której pragnę wspomnieć: rok 1955. Pół wieku temu, a więc w okresie, do którego niektórzy z nas sięgają pamięcią, wraz z wyborem na rektora SGPiS profesora Andrzeja Grodka, na fali odwilży politycznej w Polsce, dokonał się proces destalinizacji naszej Uczelni.

I wreszcie ostatnia data, którą trzeba tu wymienić, to tkwiący głęboko w pamięci większości z nas, początek lat 90-tych. Wtedy to, wraz z transformacją systemową, ale także i w wyniku odważnych decyzji ówczesnych władz Uczelni, dokonano zasadniczej przebudowy struktury organizacyjnej Szkoły oraz reorientacji programów nauczania. Elementem tych zmian był powrót Uczelni do swej tradycyjnej nazwy - Szkoły Głównej Handlowej.

Szanowni Państwo! Przed niecałym miesiącem weszła w życie nowa ustawa o szkolnictwie wyższym. Jest ona wyrazem coraz powszechniejszej świadomości całego społeczeństwa, że miejsce Polski w Europie i na świecie w coraz większym stopniu zależy od pozycji, jaką na naukowej i edukacyjnej mapie naszego kontynentu zajmują polskie szkoły wyższe. Wszak warunkiem prawidłowego funkcjonowania i rozwoju szkolnictwa wyższego jest między innymi dobre ustawodawstwo.

Nowa ustawa stawia SGH przed nowymi wyzwaniami. Najważniejszym, i najtrudniejszym zarazem, zadaniem jest konieczność wprowadzenia studiów dwustopniowych, a nawet - licząc studia doktoranckie - trójstopniowych. Głównym celem tego przedsięwzięcia jest osiągnięcie pełnej porównywalności i zgodności wykształcenia uzyskiwanego w różnych uczelniach nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Ma to ułatwić polskim studentom odbywanie części studiów w innych, poza macierzystą, uczelniach europejskich, a jednocześnie umożliwić przyjmowanie do SGH coraz większej liczby studentów zagranicznych. Chcemy, żeby - tak, jak za czasów Kopernika - student mógł zdobywać wiedzę nie na jednej, lecz na kilku europejskich uczelniach.

Nasza Uczelnia ma już obecnie znaczące osiągnięcia w dziedzinie umiędzynarodowienia procesu nauczania. Z roku na rok coraz więcej naszych studentów wyjeżdża za granic ę. Z kolei SGH gości coraz więcej studentów z różnych krajów europejskich. Corocznie wielu profesorów zagranicznych prowadzi u nas zajęcia, a nasi pracownicy naukowi wykładają w ramach kilku programów przeznaczonych dla studentów zagranicznych, kształcących się zarówno w naszej Uczelni, jak i w uczelniach europejskich skupionych w systemie CEMS.

Intensywność tych kontaktów nie odpowiada jednak oczekiwaniom, ani studentów, ani nauczycieli akademickich. Co więcej, nie pozwala sprostać wyzwaniom, jakie stawia przed nami globalizacja gospodarki światowej, zbieżna w czasie z intensyfikacją procesu integracji europejskiej i przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Jeżeli polskie uczelnie, w tym Szkoła Główna Handlowa, nie sprostają temu wyzwaniu, mogą okazać się zbędne na europejskim jednolitym rynku usług edukacyjnych. Wtedy nie tylko Blanca i Hans nie przyjadą na semestralne studia do Warszawy, ale Marta i Tomek zrezygnują z częstych wizyt u rodziców, gdyż podejmą studia w Tuluzie czy Barcelonie.

Po to, żeby wymagane przez nową ustawę wprowadzenie studiów dwustopniowych przyniosło oczekiwane rezultaty musi nastąpić poprawa poziomu badań naukowych prowadzonych przez polskie uczelnie, w tym także przez SGH. Pamiętajmy, że pozycja naszej Uczelni w coraz większym stopniu będzie zależeć od tego, czy pracujący w niej naukowcy są nie tylko dobrymi dydaktykami, ale także autorytetami o ugruntowanej pozycji naukowej w Europie i na świecie.

Z własnego doświadczenia wiem, że warto mu sprostać, nie tylko po to, by zdobywać wiedzę, lecz także by poczuć smak bycia studentem. W pierwszych dniach i tygodniach swej bytności na Uczelni możecie liczyć na pomoc całej społeczności akademickiej, w tym zwłaszcza władz i pracowników dziekanatu Studium Podstawowego, a także Waszych starszych kolegów, studentów wyższych lat. Ci ostatni zrobili już bardzo dużo, aby ułatwić Wam włączenie się w nurt życia studenckiego. Jestem pod wrażeniem wzorowo zorganizowanych obozów roku zerowego, jakie w czasie wakacji przygotował Samorząd Studentów oraz inne organizacje studenckie działające w naszej Uczelni.

Właśnie na takiej, bogatej w tradycje, lecz i stającej przed trudnymi wyzwaniami, Uczelni studiować będą nasi najmłodsi studenci. Właśnie im chciałbym poświęcić kilka słów. Rozpoczynacie właśnie studia wyższe, podczas których w zdobywaniu wiedzy i umiejętności musicie wykazać się większą niż w szkole średniej samodzielnością, inicjatywą i otwartością na nowe idee. Jest zatem oczywiste, że pierwsze tygodnie na Uczelni będą dla Was wyzwaniem.
 
Pochodzicie ze wszystkich zakątków Polski. Traktujemy to nie tylko jako dowód otwartości naszej Uczelni i jej ogólnopolskiego znaczenia, lecz także jako dowód Waszej odwagi i skłonności do przeciwstawiania się schematom. Wysoko cenię sobie fakt, że SGH jest największą uczelnią ekonomiczną stolicy, Mazowsza i całej wschodniej Polski. Jednak naszą ambicją jest przyjmowanie najlepszych kandydatów pochodzących z całego kraju.

Rozpoczynacie studia w bardzo ważnym okresie dla Polski. Jesteście drugim rocznikiem, który przychodzi do SGH po przystąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej. O gospodarczym znaczeniu tego faktu usłyszycie za chwilę więcej w wykładzie inauguracyjnym. Wspomnę tylko, że wydarzenie to w sposób symboliczny zamyka proces transformacji systemu gospodarczego, a jednocześnie otwiera Polskę, w stopniu jeszcze większym niż dotąd, na kontakty ekonomiczne z zagranicą. W konsekwencji, kończąc za kilka lat studia będziecie, częściej niż Wasi starsi koledzy, podejmowali pracę w przedsiębiorstwach i instytucjach, których obszarem działania jest nie tylko Polska, lecz także Europa, a nawet cały świat. Naszą ambicją, jako waszych wykładowców, jest to, aby za kilka lat twarze niektórych z Was znalazły się nie na plakatach reklamujących nasz kraj za granicą, lecz w pismach informujących o składach zarządów wielkich przedsiębiorstw, prestiżowych uczelni, czy organizacji międzynarodowych. Chcemy Was także widzieć na liście najbogatszych Polaków czy Europejczyków. Naszym marzeniem jako ekonomistów mających - pośredni, a niekiedy i bezpośredni - wpływ na rozwój gospodarczy naszego kraju, ale także jako rodziców mających dzieci, będące Waszymi rówieśnikami, jest, aby większość z Was znalazła w przyszłości pracę w firmach polskich lub działających na naszym rynku.

Na zakończenie chciałbym powiedzieć, że dzisiejszy dzień jest bardzo ważny również dla wszystkich siedzących za stołem prezydialnym. Z woli elektorów reprezentujących nauczycieli akademickich, studentów i pracowników administracji SGH powierzono nam zaszczytne zadanie kierowania Uczelnią w tak ważnym dla niej okresie. Skład władz rektorskich i dziekańskich, tak jak i struktura kandydatów trafiających na naszą Uczelnię, jest dowodem otwartości SGH. Obok absolwentów SGH, są również wśród nas absolwenci Uniwersytetu Warszawskiego, Łódzkiego i Wrocławskiego oraz Wyższych Szkół Ekonomicznych (dziś Akademii) w Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu. Mamy pełną świadomość trudności, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć w ciągu kilku nadchodzących lat. Czujemy ciężar odpowiedzialności i oczekiwań całego środowiska naszej Uczelni. Naszym najszczerszym zamiarem jest sprostanie tym oczekiwaniom z myślą nie o własnej ambicji, ale służeniu wspólnemu dobru. Traktujemy to jako zobowiązanie nie tylko wobec naszych wyborców, ale również wobec stuletniej tradycji naszej Uczelni. Ja sam, czuję ciężar odpowiedzialności, lecz mam głębokie przekonanie, że wraz z moimi współpracownikami, pokonam trudności i sprostam wyzwaniom.

Na koniec zwracam się do całej społeczności akademickiej SGH, wszystkich pracowników i studentów z prośbą o potraktowanie tego jubileuszowego roku akademickiego nie tylko jako czasu refleksji historycznej nad przeszłością naszej Uczelni. Wnioski płynące z doświadczeń naszych poprzedników powinniśmy spożytkować do trzeźwej oceny teraźniejszości i śmiałego wytyczania kierunków przyszłego rozwoju.

Kiedyś pytano o liczbę dywizji, które dany kraj może postawić pod broń. Później, o jego roczną produkcję stali czy węgla. Jutro zapytają nas o to, ile polskich uczelni znajduje się w pierwszej setce najlepszych uczelni świata. SGH musi stać się jedną z nich.
 

Źródło: Gazeta SGH, nr 2012, 24 października 2005 roku


 
Wykład inauguracyjny wygłoszony przez prof. Elżbietę Kawecką-Wyrzykowską
podczas inauguracji roku akademickiego 2005/2006

Pierwsze efekty członkostwa

Prof. Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska
Szkoła Główna Handlowa w Warszawie  
 
Dla ekonomisty jest oczywiste, że jeden rok to okres zdecydowanie za krótki, by na jego podstawie dokonać pełnego bilansu akcesji, a tym bardziej przewidywać, co może stać się w przyszłości. Zwłaszcza, że pierwsze miesiące roku 2004, tuż przed akcesją, były nietypowe z uwagi na wiele decyzji motywowanych przyszłym wejściem do Unii i rzutują one istotnie na dobre, średnie wyniki dla całego roku. Jeszcze trudniejsza jest inna kwestia, która jest dużym problemem metodologicznym w każdej analizie ekonomicznej: jak wyodrębnić "czyste" skutki akcesji spośród bardzo wielu równocześnie oddziałujących w gospodarce czynników, które się wzajemnie przenikają, uzupełniają i wzmacniają lub neutralizują.    

Pamiętając o tych ograniczeniach metodologicznych, zauważmy, że pierwsze efekty wejścia Polski do UE ujawniły się przede wszystkim w sferze handlu zagranicznego, w rolnictwie oraz w postaci zmiany cen. Odnieść się też należy do bezzwrotnych transferów z unijnego budżetu, z którymi wiele grup społecznych wiąże duże nadzieje na poprawę swej sytuacji.    

Dostępne dane wskazują, że bilans pierwszego okresu członkostwa jest nadspodziewanie dobry, zwłaszcza w świetle wielu wcześniejszych "czarnych scenariuszy".  

W 2004 r. miał miejsce, piąty rok z rzędu, wysoki przyrost eksportu, jednocześnie wyższy od wzrostu importu. Nastąpił mimo niekorzystnych warunków zewnętrznych, w tym słabej aktywności gospodarki Niemiec, największego odbiorcy naszych towarów oraz mimo aprecjacji złotego (od wiosny 2004 r.), która pogorszyła opłacalność polskich towarów.  

Dobre wyniki w handlu zagranicznym wystąpiły też w I połowie 2005 r. Tendencje zmian w handlu zagranicznym oraz okoliczności rozwoju eksportu wskazują więc na trwałą popraw ę konkurencyjności polskich wyrobów. Stała się ona możliwa dzięki podjętej kilka lat wcześniej przez przedsiębiorstwa restrukturyzacji, zmierzającej do obniżki kosztów produkcji, poprawy ich poziomu technologicznego, wprowadzenia nowych produktów o większym stopniu przetworzenia i wyższym udziale wartości dodanej.  

Te działania modernizacyjne, rozpoczęte w połowie lat 90., wynikały w dużej mierze z procesu integracji Polski z gospodarką zachodniej Europy. Efektem układu stowarzyszeniowego zawartego z ówczesną EWG w grudniu 1991 r. i innych umów o wolnym handlu z wieloma partnerami europejskimi było bowiem duże otwarcie polskiej gospodarki na otoczenie zewnętrzne i nasilenie konkurencji zagranicznej, Nie zawsze pamiętamy, że już w końcu lat 90. około 70% polskiego handlu wyrobami przemysłowymi było realizowane bez ceł i innych barier handlowych. Presja zagranicznych dostawców wymusiła na polskich producentach działania dostosowawcze i poprawę ich zdolności konkurencyjnej. Czynnikiem ułatwiającym modernizację gospodarki stał się duży napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Działania dostosowawcze wzmogła perspektywa szybkiego wejścia do Unii po zakończeniu rokowań akcesyjnych 13 grudnia 2002 r. Polscy producenci mieli świadomość, że jeśli na czas nie sprostają unijnym wymogom technologicznym i nie poprawią jakości wyrobów, to nie tylko będą mieć zamknięty dostęp do rynku pozostałych państw UE, ale nie będą mogli sprzedawać także na rynku polskim. Takie są bowiem praktyczne konsekwencje funkcjonowania jednolitego rynku w UE.  

Bodźcem zmian było też to, że restrukturyzację zakłady produkcyjne mogły często sfinansować ze środków pomocowych (PHARE i SAPARD), których skala w przypadku braku akcesji byłaby z całą pewnością niższa.  

Przeciwnicy wejścia do Unii obawiali się m.in. zalewu polskiego rynku unijną żywnością i powiększenia deficytu w całym handlu zagranicznym. Nic takiego się nie stało, a wręcz przeciwnie; drugi rok z rzędu Polska odnotowała dodatnie saldo w handlu żywnością z Unią - po kilkunastu latach utrzymującego się deficytu. Obniżyło się też ujemne saldo całości obrotów handlowych, co zawdzięczamy głównie redukcji o połowę deficytu w obrotach z UE-15, naszym największym partnerem handlowym, do 1,4 mld euro. Zmiana ta nabiera większej wymowy, jeśli pamiętamy, że jeszcze w 1998 r. kiedy poziom deficytu był najwyższy w historii stosunków z UE, był on 8 razy wyższy!  

Grupą społeczną, która wykazywała największe obawy przed skutkami wstąpienia do Unii byli polscy rolnicy. Okazało się, że to oni odnieśli - przeciętnie biorąc - największe, bezpośrednie korzyści w pierwszym okresie członkostwa w UE: znacząco wzrosły przychody rolników (także ich dochody), zarówno z tytułu wzrostu cen skupu artykułów rolnych, znacznego przyrostu eksportu, jak też dzięki dopłatom bezpośrednim i środkom przeznaczonym dla obszarów o niekorzystnych warunkach gospodarowania.  

Oczywiście, rzetelność analityczna wymaga by dodać, że korzyści dochodowe rolników pomniejszył wzrost cen maszyn rolniczych i środków do produkcji rolniczej, jak równie ż wyeliminowanie wsparcia z budżetu krajowego. Mimo to, w 2004 r. po raz pierwszy po trzech latach niekorzystnego poziomu poprawił się tzw. wskaźnik "nożyc cenowych", tj. relacja cen produktów rolnych do cen czynników produkcji. Poza zmianami o charakterze ekonomicznym widoczne są pierwsze oznaki przeobrażeń społecznych na wsi. Konieczność zmierzenia się przez rolników z nowymi warunkami zewnętrznymi wymusiła na nich większą aktywność. Każdy uprawniony rolnik musiał podjąć decyzję, czy wystąpić z wnioskiem o dopłatę bezpośrednią, czy też zostać poza tym systemem. Podobnie jest ze wszystkimi innymi formami wsparcia (a tytułów do ubiegania się o unijne wsparcie jest sporo): wymagają zaangażowania ze strony bezpośrednio zainteresowanych osób. Ma to kolosalne znaczenie dla procesu formowania się nowych, bardziej świadomych i aktywnych postaw w społeczności wiejskiej. 


 Koszty akcesji objawiły się przede wszystkim w postaci dużego i gwałtownego wzrostu cen na niektóre artykuły żywnościowe, ale w II połowie roku poziom tych cen był już niższy. Inflację podsyciły też czynniki nie związane z przystąpieniem Polski do UE, przede wszystkim silny wzrost cen surowców na rynkach światowych, zwłaszcza ropy naftowej, gazu i węgla. 

Istotnym, choć z pewnością nie najważniejszym wyznacznikiem korzyści członkostwa jest saldo rozliczeń Polski z budżetem UE. Wbrew wcześniejszym obawom, które sama podzielałam, w 2004 r. Polska stała się beneficjentem netto unijnego wsparcia: transfery z unijnego budżetu do Polski przewyższyły o 1,6 mld euro nasze wpłaty do unijnego budżetu.  

Ten dobry wynik nie oznacza jeszcze, że pokonane zostały bariery absorpcji unijnych środków pomocowych i że w latach następnych na pewno skorzystamy z dużo większych sum, które są dla nas zarezerwowane. Liczą się przecież nie same transfery, ale ich efekty, a na te trzeba poczekać. Na razie mówimy o środkach, które zostały w ub. roku rozdzielone między wnioskodawców, ale bardzo mała ich część została wdrożona. Duża ilość złożonych wniosków jest jednak dobrym punktem wyjścia do poprawy zdolności absorpcyjnej polskiej gospodarki.  

Najbardziej syntetycznym miernikiem oceny sytuacji makroekonomicznej jest tempo zmian PKB. W 2004 r., po raz drugi z rzędu po okresie słabej koniunktury w latach 2001-2002, gospodarka polska odnotowała przyspieszony wzrost. Realny PKB w 2004 r. zwiększył się o 5,4%. Był to jednocześnie najszybszy wzrost od 1997 r., kiedy to wyniósł on 6,8%. Szczegółowe analizy wskazują, że głównym czynnikiem przyspieszenia wzrostu gospodarczego w 2004 r. była akcesja Polski do UE, a istotną rolę w tym ożywieniu pełnił przyrost eksportu.  


Szanse na zmianę pozycji 

Czy są szanse, że te pozytywne, widoczne w ostatnim okresie zjawiska, utrwalą się i przełożą na odczuwalną poprawę zamożności kraju? Bo przecież kluczowe pytanie dotyczy tego, czy akcesja może na trwałe zmienić naszą pozycję na mapie gospodarczej, a także politycznej, Europy i świata?  

Ekonomiści w różny sposób ustosunkowują się do pytań o przyszłe zmiany. Jedni tworzą prognozy, w których próbują ilościowo oszacować możliwe tempo wzrostu gospodarczego i inne wskaźniki gospodarcze, inni podchodzą do tego przez pryzmat czynników, które wydają się mieć największą siłę oddziaływania na gospodarkę i na zachowania podmiotów gospodarczych.  

Moje podejście jest jeszcze skromniejsze, chcę się skoncentrować jedynie na zewnętrznych uwarunkowaniach rozwoju polskiej gospodarki, pomijając te, które zależą od wewnętrznej polityki ekonomicznej i naszych własnych wyborów i decyzji. Czynników zewnętrznych też jest niemało. Można je podzielić na trzy grupy: 
  • czynniki związane z perspektywami rozwoju gospodarczego "starej" Unii, 
  • zjawiska globalne oddziałujące na "starą" Unię i na nas, nawet bez akcesji, 
  • czynniki związane z modelem integracyjnym UE. 

Czynniki kształtujące rozwój gospodarczy "starej" Unii 

Mówiąc o perspektywach rozwoju gospodarczego państw "starej" Unii, a więc krajów, które decydują o potencjale gospodarczym ugrupowania i od których my oczekujemy impulsów rozwojowych, najczęściej słyszymy o trudnościach i problemach. Wśród nich wymienia się przede wszystkim niską konkurencyjność gospodarki unijnej, która sprawiła, że w latach 90. rozwijała się i nadal rozwija wolniej od głównego konkurenta, jakim są Stany Zjednoczone. Powojenna tendencja zbliżania poziomu rozwoju i dochodów obu partnerów została przerwana, a zamiast tego pojawił się trend odwrotny.   

Jednocześnie Unia musi stawić czoła nowym wyzwaniom. W czasie gdy grozi jej stagnacja rozwojowa, państwa Azji Wschodniej (zwłaszcza Chiny i Indie) przeżywają wielki boom rozwojowy i konkurują skutecznie na rynkach międzynarodowych. Ma to miejsce nie tylko w tradycyjnych, pracochłonnych towarach, ale również w segmencie dóbr o wysokiej wartości dodanej oraz w usługach.    

Nakłada się na to niska innowacyjność gospodarki unijnej i silny gorset nadmiernych regulacji. Strukturalnym źródłem kłopotów "starej" Unii jest także realizowany od lat model państwa opiekuńczego, od którego społeczeństwa większości krajów UE, szczególnie kontynentalnej, nie chcą odejść. Zapewnia on im rozbudowaną ochronę socjalną, ale wysokie obecnie wydatki na te cele są realizowane kosztem środków na rozwój w przyszłości.    

Niekorzystne są tendencje demograficzne, tj. starzenie się społeczeństw. Przed największymi krajami "starej" Unii stoi realna groźba, iż w niedługiej przyszłości ludzie w wieku produkcyjnym nie będą zdolni zapracować na opiekę i utrzymanie osób w wieku emerytalnym (szybko rośnie bowiem popyt na emerytury i renty, opiekę zdrowotną). Sytuację pogarsza niska skłonność do otwarcia granic dla imigracji zarobkowej, co znalazło wyraz m.in. w okresie przejściowym na pełne otwarcie rynków pracy "starej" Unii dla pracowników z nowych państw członkowskich.   

Świadomość tych słabości skłoniła przywódców Unii do przyjęcia w 2000 r. tzw. Strategii Lizbońskiej. Wytyczono w niej cel, by Unia stała się najbardziej innowacyjnym i konkurencyjnym regionem świata i by do 2010 r. doścignęła w tych dziedzinach USA. Dzisiaj wiemy, że tak się nie stanie.    

Nowe wyzwania dla całej Unii zrodziło odrzucenie Traktatu Konstytucyjnego. Nie ulega wątpliwości, że przyczyną francuskiego i holenderskiego "nie" w referendach był nie tyle sam sprzeciw wobec treści Konstytucji, co pogłębiający się marazm gospodarczy i polityczny UE, jak też opóźniona negatywna reakcja społeczeństw zachodnich na rozszerzenie Unii. Ci, którzy powiedzieli "nie", stwierdzili de facto, że nie chcą, by Unia pogłębiała integrację i by przyjmowała kolejnych członków. Symbolem ich obaw o miejsca pracy stał się polski hydraulik.    

Czy Unia Europejska jest nam naprawdę potrzebna? 

Mimo tych, niemałych przecież, problemów stojących przed Unią akcesja do tego ugrupowania jest dobrą inwestycją dla polskiej gospodarki w najbliższych i dalszych latach. Wynika to co najmniej z kilku powodów.   

Prawdą jest, że Unia przeżywa trudności, ale nie można ich fetyszyzować i kreować atmosfery kryzysu. Statystycznie biorąc, poziom zamożności na jednego mieszkańca jest niższy od amerykańskiego m.in. dlatego, że z wyjątkiem rozszerzenia w 1995 r. Unia każdorazowo przyjmowała biedniejsze kraje. Wiele wskaźników uległo w ten sposób obniżeniu, pogarszając statystykę Unii, co wcale nie oznacza, że jej możliwości rozwoju w dłuższym czasie pogorszyły się. Podobnie jest i obecnie. Średni PKB na mieszkańca obniżył się w powiększonej Unii o ok. 4 tys. euro, ale nowe kraje rozwijają się szybciej, co poprawiło nieco wskaźnik wzrostu PKB i co ważniejsze - wniosło nowy dynamizm, nowe możliwości pogłębienia specjalizacji produkcji i obniżki kosztów wytwarzania.    

Wysokie jest średnio biorąc bezrobocie w Unii, ale prawie połowa członków "starej" Unii ma ten wskaźnik na poziomie poniżej 5%. Średnia innowacyjność jest niska, ale przecież w krajach skandynawskich, a zwłaszcza w Finlandii - jest imponująca.  

 Taka szczegółowa analiza sytuacji daje bardziej zróżnicowany, i w niektórych obszarach zupełnie niezły, obraz sytuacji. Z tą oceną jest bowiem trochę tak, jak ze szklanką wody, która nie jest pełna. Dla optymisty jest ona do połowy pełna, ale dla pesymisty - odwrotnie - do połowy pusta, i obie oceny są prawdziwe.  

 Co więcej, jeśli uwzględnimy dłuższą perspektywę czasową to zauważymy, że obecne trudności, które przeżywa Unia, nie są pierwszymi i jedynymi w jej rozwoju. Towarzyszyły one rozwojowi Wspólnot niemal od samego początku ich istnienia. Dotychczas trudności zawsze mobilizowały Wspólnotę do "ucieczki do przodu" i z kolejnych kryzysów wychodziła wręcz wzmocniona. Można wręcz postawić tezę (i obronić ją), że każde pogłębienie procesu integracji zachodnioeuropejskiej było poprzedzone okresem trudności gospodarczych czy politycznych. Na przykład, gdyby nie okres "eurosklerozy", jak go nazwali sami politycy zachodni, trwający od połowy lat 70. do połowy lat 80. ubiegłego wieku, to nie wiadomo kiedy udałoby się uzgodnić ambitny program budowy jednolitego rynku europejskiego, umożliwiający głęboką i obejmującą wiele dziedzin integrację gospodarek zachodnioeuropejskich. Doświadczenie pokazuje bowiem (a dotyczy to nie tylko Unii Europejskiej), że w warunkach zagrożenia łatwiej jest podejmować radykalne decyzje. Natomiast gdy utrzymuje się pomyślna koniunktura gospodarcza i polityczna, uzyskanie poparcia opinii publicznej dla daleko idących reform jest trudniejsze.  

Czy również obecnie uda się Unii przezwyciężyć kłopoty? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Obecne trudności mogą jednak po raz kolejny stać się ożywczym wstrząsem, który pobudzi do bardziej radykalnych posunięć i wyznaczy nowy kierunek rozwoju Unii. Warto w tym kontekście przypomnieć maksymę Alberta Camus, który powiedział: 

Europa żyje dzięki swoim przeciwnościom, rozkwita dzięki swoim różnicom (...) i stworzyła cywilizację, od której zależy świat, nawet, jeśli ją odrzuca. 

Globalne wyzwania 

Wśród ważnych czynników oddziałujących na nasz przyszły rozwój nie można pominąć wyzwań globalnych. Z definicji globalizacja jest procesem, który oddziałuje na wszystkie kraje. Nie uciekniemy od niej, nawet gdybyśmy pozostali poza Unią. Natomiast udział w silnym bloku integracyjnym, jakim Unia jest, stwarza większe możliwości sprostania światowym wyzwaniom. Pozwala bowiem na wspólne podejmowanie działań, abyśmy w jak najmniejszym stopniu odczuwali negatywne skutki globalnych zagrożeń, np. spekulacyjnych ataków globalnego rynku kapitałowego czy zagrożeń ze strony zorganizowanej przestępczości. Jest już dość obszerna literatura mówiąca o integracji regionalnej jako sposobie łagodzenia sprzeczności i zagrożeń globalizacji, zwłaszcza dla mniejszych krajów, i ostatnie rozszerzenie Unii dobrze wpisuje się w tę koncepcję. Przykład z ostatnich tygodni ilustrujący tę tezę, to porozumienie zawarte przez Unię z Chinami w sprawie ograniczenia ekspansji chińskich tekstyliów na rynek europejski. Gdybyśmy sami negocjowali taką umowę z Chinami, nie mielibyśmy szans na żaden kompromis.

 Mechanizmy funkcjonowania Unii Europejskiej 

Trzecia grupa czynników, które oddziałują istotnie na nasz przyszły rozwój, to te związane z mechanizmami funkcjonowania Unii. Przystąpienie do tego ugrupowania kraju takiego jak Polska, który dogania zamożniejsze państwa "starej" Unii, to wieloaspektowy i bardzo silny mechanizm, który pobudza do rozwoju. W sferze gospodarczej objawia się on - jak już wspomniałam - w postaci konkurencji na jednolitym rynku europejskim, która skłania podmioty do ciągłych dostosowań i sprzyja w ten sposób poprawie efektywności działania.  

Podobnie jest w sferze prawnoinstytucjonalnych ram funkcjonowania gospodarki. Jedną z palących kwestii do rozwiązania w polskiej polityce ekonomicznej jest reforma finansów publicznych, by obniżyć poziom deficytu budżetowego i zapewnić większe środki na rozwój gospodarczy kraju. Politykom trudno podjąć taką decyzję, bo wymaga ona "zaciśnięcia pasa" i jest niepopularna społecznie. Jedyną szansą na jej rychłe przeprowadzenie może okazać się zewnętrzny przymus, jaki wynika z groźby odebrania Polsce środków Funduszu Spójności w przypadku braku reform fiskalnych (a jest to kilka miliardów euro rocznie!).  

Inny mechanizm, który oferuje Unia, to bezzwrotne wsparcie finansowe. Część ekonomistów przestrzega przed upatrywaniem w tych transferach nadmiernych korzyści, wskazując, że kluczową rolę powinien pełnić napływ środków prywatnych, które są wykorzystywane najefektywniej. To prawda. Tym niemniej środków pomocowych nie można nie doceniać.  

Po pierwsze, uzupełniają one środki krajowe głównie tam, gdzie prywatny kapitał nie chce inwestować (np. ze względu na długi okres zwrotu kapitału). Co istotniejsze, pełnią one rolę mobilizującą - samorządy często nie podjęłyby ryzyka większych inwestycji bez gwarancji uzupełnienia ich, i to zwykle w bardzo wysokim stopniu (nawet do 75% dla niektórych działań), o środki zewnętrzne. Po trzecie, wymuszają one wieloletnie, kompleksowe programowanie rozwoju, czego w całej gospodarce nam brakuje. Gdyby nie perspektywa uzyskania unijnych środków, to pewnie do dziś nie mielibyśmy strategicznej wizji przemian w gospodarce w postaci Narodowego Planu Rozwoju oraz środków na ich realizację.  

Przeciwnicy członkostwa Polski w Unii Europejskiej wskazują, że tak naprawdę w dużej mierze sami finansujemy te transfery - poprzez wpłaty do unijnego budżetu. W ujęciu czysto finansowym w pewnej mierze tak jest, ale przecież jako państwo mniej zamożne, od początku otrzymujemy znacznie więcej niż wpłacamy!  

Istotniejszy jest jednak sam mechanizm przepływu środków między państwem członkowskim a unijnym budżetem. Otóż, gdyby zamiast niego była możliwość przeznaczania bezpośrednio z polskiego budżetu, takiej samej ilości środków na rozwój, jaką otrzymujemy z budżetu unijnego, nigdy by tych środków na rozwój nie było! Zawsze okazałoby się, że są pilniejsze potrzeby do zaspokojenia ze środków budżetu państwa. 

I wreszcie, ważny jest udział w mechanizmie decyzyjnym UE. Będąc w Unii mamy możliwość współokreślania warunków naszego rozwoju w przyszłości. Na przykład, przez wiele lat narzekaliśmy na niekorzystne dla nas skutki protekcjonistycznej wspólnej polityki rolnej. Teraz, będąc w Unii, mamy inną sytuację. Na przykład, niemal od dnia akcesji twardo dyskutujemy z partnerami, jakie mają być nowe rozwiązania na rynku cukru, jaki ma być zakres preferencji handlowych dla krajów najbiedniejszych i mnóstwo innych kwestii. Jest wiele dowodów na to, że Polska jest już aktywnym uczestnikiem unijnych debat i partnerzy zabiegają o nasze poparcie, choć oczywiście skuteczność tych działań jest różna. 

Przyszłość to także wielka polityka. Przez ostatnie 250 lat (prawie) Polska była raczej przedmiotem dyskusji politycznych w Europie, a nie ich podmiotem. Teraz jesteśmy partnerem dyskusji. Możemy i powinniśmy mówić na przykład, czy opowiadamy się za przyjęciem Turcji do Unii, czy w naszym interesie leży tworzenie własnej armii UE, czy też wiążemy nasze bezpieczeństwo głównie ze wzmocnieniem NATO. Są to sprawy, które mają historyczne znaczenie i które nie pozostają bez wpływu na naszą gospodarkę.  

Scenariusz niewejścia do Unii Europejskiej 

Aby dobrze zrozumieć wagę nowych możliwości, jakie oferuje członkostwo w Unii, trzeba też zadać pytanie o to, jak wyglądałaby pozycja Polski i jej szanse rozwoju w przypadku niewejścia do Unii. W warunkach, gdy niemal wszystkie inne państwa Europy Środkowej już są w UE lub będą wkrótce, dla członkostwa Polski w Unii Europejskiej nie ma rozsądnej alternatywy. Mielibyśmy gorszy od pozostałych krajów dostęp do wielkiego rynku zbytu Unii, stracilibyśmy możliwość uzyskania naprawdę dużych środków na rozwój gospodarczy, zwłaszcza infrastruktury i na ochronę środowiska, a więc wsparcie dwóch dziedzin bardzo zaniedbanych, a jednocześnie ogromnie kapitałochłonnych. Ponownie też znaleźlibyśmy się w szarej strefie między wielkimi i silnymi sąsiadami, bardziej podatni na ich wpływy i mniej bezpieczni. 

Konkluzje 

Istnieją oczywiste przesłanki, by twierdzić, że po okresie udanej transformacji akcesja Polski do Unii może stać się kolejną historią sukcesu. To nie stanie się jednak automatycznie, bez naszego, i to znaczącego, wysiłku. Wiele zależy od tego, czy Polska będzie bardziej konkurencyjna w dłuższym czasie, co będzie mieć do zaoferowania inwestorom, w jakim tempie, i w jaki sposób upora się z naprawą finansów publicznych. Nie ma też innego wyjścia jak stworzenie nowoczesnego społeczeństwa informacyjnego i gospodarki opartej na wiedzy. Nieodzowna jest poprawa infrastruktury i otoczenia biznesu.  

To wszystko trzeba byłoby zrobić bez względu na członkostwo w Unii, tyle tylko, że byłoby to o wiele trudniejsze. Niewątpliwie przystąpienie Polski do Unii Europejskiej stworzyło nowe możliwości rozwoju, uruchomiło nieznane lub silniejsze niż poprzednio - bodźce i mechanizmy w sferze realnej i instytucjonalnoprawnej.  Powtórzę jednak - jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi - że po wejściu do Unii nasza przyszłość zależy jeszcze bardziej niż przedtem od nas samych. Dobre wykorzystanie szans, jakie stoją przed Polską, wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego i wielu działań na różnych płaszczyznach. Wkład, jaki my - nauczyciele akademiccy i studenci - możemy wnieść do tego procesu, to jak najlepsze inwestowanie w nas samych, bo dla długookresowego rozwoju gospodarczego kapitał ludzki ma znaczenie najważniejsze. 


Źródło: Gazeta SGH, nr 2012, 24 października 2005 roku
 
​​
 
 
Praca wykonana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki" w latach 2012-2015