Pomiń polecenia Wstążki
Przeskocz do głównej zawartości
Przeskocz do głównego menu
Nawiguj w górę
Logowanie
 

 2001/2002

 
 
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002
 
Gośćmi inauguracji byli przedstawiciele parlamentu, rządu, korpusu dyplomatycznego,  rektorzy i prorektorzy z całej Polski, przedstawiciele władz Warszawy i samorządu, przedstawiciele instytucji gospodarczych, banków i przedsiębiorstw współpracujących z SGH.
 
Uroczystym momentem inauguracji była immatrykulacja studentów I roku.
 
Wręczono listy gratulacyjne absolwentom SGH, którzy rozpoczęli studia w 1951 roku, a więc w 50-lecie ich immatrykulacji. Wśród nich znaleźli się: prof. dr hab. Romuald Bauer, prof. dr hab. Izabela Bolkowiak, prof. dr hab. Elżbieta Domańska, mgr Barbara Glińska, dr Ludwik Haligowski, mgr Władysław Korzeniowski, doc. dr Wiesław Kudła, prof. dr hab. Mikołaj Latuch, mgr Janina Majchrzak, prof. dr hab. Jerzy Małysz, mgr Tadeusz Orłowski, prof. dr hab. Jan Szczepański, prof. dr hab. Lech Szyszko, mgr Mirosław Śmiechowicz, doc. dr Stanisław Upława, mgr Jerzy Użarowski.

Wręczono nagrody Ministra Edukacji Narodowej za 2000 rok.
 
Przedstawiamy władze akademickie Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie
w roku akademickim 2001/2002
Rektor            prof. Marek Rocki
Prorektorzy   prof.  Jacek Brdulak
                         prof. Edward Golachowski
                         prof. Marcin K. Nowakowski

Dziekani

prof. Janusz Stacewicz - dziekan Kolegium Analiz Ekonomicznych
prof. Joachim Osiński - dziekan Kolegium Ekonomiczno-Społecznego
prof. Adam Budnikowski - dziekan Kolegium Gospodarki Światowej
prof. Antoni Kantecki - dziekan Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie
prof. Jerzy Nowakowski - dziekan Kolegium Zarządzania i Finansów
prof. Marta Juchnowicz - dziekan Studium Podstawowego
prof. Krzysztof Marecki - dziekan Studiu Magisterskiego
prof. Tomasz Panek - dziekan Studium Zaocznego

Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Przemawia JM Rektor prof. Marek Rocki. W pierwszym rzędzie od lewej profesorowie: Jacek Brdulak – prorektor,  Edward Golachowski – prorektor, Marcin K. Nowakowski – prorektor
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Przemawia JM Rektor prof. Marek Rocki
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Goście i społeczność akademicka
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Immatrykulacja
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Prof. Romuald Bauer odbiera z rąk rektora list gratulacyjny w 50-lecie immatrykulacji
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Prof. Jan Szczepański odbiera z rąk rektora list gratulacyjny w 50-lecie immatrykulacji
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Prof. Lech Szyszko odbiera z rąk rektora list gratulacyjny w 50-lecie immatrykulacji

Inauguracja roku akademickiego 2001/2002. 
Prof. Leszek Balcerowicz​ wygłasza wykład inauguracyjny 
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Prof. Marcin K. Nowakowski obiera z rąk rektora nagrodę Ministra Edukacji Narodowej za 2000 rok
Inauguracja roku akademickiego 2001/2002.
Poczet sztandarowy
 
 
fot. Maciej Górski
 
 


Przemówienie Jego Magnificencji Rektora prof. Marka Rockiego
wygłoszone podczas inauguracji roku akademickiego 2001/2002
w dniu 21 września 2001 roku
 
 
 
 Zanim rozpocznę swoje inauguracyjne przemówienie chciałbym, abyśmy przez chwilę zatrzymali się myślami przy tych, których w skutek znanych, tragicznych wydarzeń za Oceanem już nie ma wśród żywych. Trudno oprzeć się refleksji, iż brutalny, nieludzki akt dokonany na World Trade Center, w pewien symboliczny sposób dotyczy także nas - współuczestników i współtwórców świata biznesu i ekonomii tak tragicznie dotkniętego terrorem fanatyków. Choć jeszcze długo nie będzie znana pełna lista ofiar tego dramatu, jestem przekonany, że szczególnie nasze środowisko ma głębokie uzasadnienie do okazania solidarności i współczucia. Dlatego proszę, abyśmy chwilą ciszy uczcili pamięć poległych.

Poproszę wszystkich o powstanie. - Dziękuję.
________________________________________
 
Szanowni Państwo,

Inspiratorzy zamachu na światowy symbol ekonomii, jakim pozostawał WTC, muszą pogodzić się z faktem, że wbrew ich zamiarom świat - gospodarka, nauka, kultura, cały mozolnie budowany system naszej cywilizacji nie upadł. Głębokie rany jakich doznaliśmy w warstwie emocjonalnej nie przekładają się i nie przełożą na globalną katastrofę tegoż systemu. Chciałbym, abyśmy umocnieni tym przekonaniem weszli w kolejny rok naszej służby społecznej, służby pojmowanej nie tylko przez pryzmat interesów naszego Państwa i naszego Narodu, ale służby czy raczej misji dziejowej, kulturowej, wykraczającej ponad polityczne, geograficzne czy społeczne podziały.

Komplikujący się świat, niezwykłe tempo przeobrażeń gospodarczych, społeczne wyzwania i problemy czynią naszą misję szczególnie odpowiedzialną. Rozpoczynający się wiek nie nasuwa żadnych wątpliwości: nauka i kształcenie będą jego podstawowymi elementami i wyróżnikami. Trudno nie zgodzić się z trafnością tezy, iż wiek XXI będzie wiekiem Gospodarki Opartej na Wiedzy.

Jak słusznie stwierdził prof. dr hab. Jerzy Buzek, Prezes Rady Ministrów: "Polska powinna włączyć się w nurt gospodarek, które uznają wiedzę i kwalifikacje za najistotniejszy czynnik swego wzrostu".

Słusznie, bowiem wiedza i kwalifikacje - w porównaniu z klasycznymi, materialnymi czynnikami wzrostu - są zasobami niewyczerpalnymi.
Warto tu podkreślić, że od uznania wiedzy i kwalifikacji za czynnik wzrostu gospodarczego, jeszcze ważniejsze jest zwiększanie nakładów tego czynnika wzrostu, a jest nim w tym przypadku zwiększanie liczby osób posiadających wykształcenie wyższe oraz podnoszenie jakości tego wykształcenia.

Z tego powodu wyzwaniem dla społeczeństw w najbliższej przyszłości będzie stworzenie efektywnego systemu permanentnej edukacji, systemu sprzyjającego odnawianiu wiedzy i umiejętności.

Konieczne jest kreowanie zasobów wiedzy o zasięgu globalnym, o silnej dynamice rozwojowej, której mechanizmy są uwarunkowane społecznie, a także stworzenie warunków dla wielopodmiotowości procesów tworzenia i absorpcji wiedzy.

Daje się zaobserwować malejący relatywnie udział procesów tworzenia wiedzy podstawowej, uniwersyteckiej, mono - dyscyplinarnej, metodycznie jednorodnej, a rosnący jest udział i dynamika wzrostu wiedzy stosowanej, związanej z konkretnymi problemami praktyki, trans - dyscyplinarnej i heterogenicznej. Maleje przy tym rola wyboru kierunków tworzenia i rozpowszechniania wiedzy w myśl ocen ekspertów z poszczególnych dyscyplin nauki, a rośnie rola kryteriów popytowych, a więc oczekiwań użytkowników wiedzy. Następuje przy tym przesuwanie lokalizacji tworzenia nowej wiedzy do miejsc, w których jest ona stosowana w praktyce. W konsekwencji zmniejsza się dystans miedzy teorią i zastosowaniami. Oczywiste jest przy tym, że dynamiki rozwoju wiedzy stosowanej nie da się utrzymać zaniedbując rozwój wiedzy podstawowej, ale ona sama nie pomoże dynamice wzrostu gospodarki.

Powyższe konstatacje prowadzą do następujących wniosków dotyczących wyzwań naukowych i dydaktycznych dla szkół wyższych w zakresie rozwiązań modelowych.

Po pierwsze, wskazane jest tworzenie elastycznych systemów studiowania. Polegają one - dla studentów - na względnej, bo ograniczonej możliwościami organizacyjnymi uczelni, swobodzie wyboru rodzaju studiów, kierunku, specjalności, indywidualizacji programu studiów. Dla uczelni elastyczność systemu studiów oznacza natomiast możliwość i konieczność wprowadzania zmian i aktualizacji programów studiów zgodnie z rozwojem nauki oraz dostosowywanie programów do zachodzących i przewidywanych zmian na rynku pracy.

Po drugie, co wynika z powyższego postulatu, konieczna jest swoboda uczelni w kształtowaniu kierunków studiów. Obowiązujący obecnie system (zakładający ustawowe ograniczenie autonomii uczelni w zakresie kreowania kierunków studiów, przy swobodzie kreowania specjalności) powoduje powstawanie patologii polegających na współ-istnieniu kierunków i specjalności z nimi tożsamych, ale funkcjonujących na innych kierunkach.

Na przykład na kierunku EKONOMIA istnieją specjalności: bankowość, marketing oraz międzynarodowe stosunki gospodarcze. Z kolei specjalność: RACHUNKOWOŚĆ w jednych uczelniach jest na kierunku Zarządzanie i Marketing, a w innych na kierunku Finanse i Bankowość. Specjalność Zarządzanie Miastem w różnych uczelniach jest na kierunkach: Ekonomia, |Zarządzanie i Marketing a także na kierunku Gospodarka Przestrzenna.

Wszystko to wskazuje na to, że uczelnie próbują dostosowywać swą ofertę programową do oczekiwań rynku pracy i kandydatów na studia. Warto tu dodać, że w ostatnich latach na skutek zmian w procesach produkcji i wymiany powstało ponad 400 nowych, wcześniej nie istniejących zawodów. Tylko w zakresie szeroko rozumianych zagadnień ekonomii jest ich ponad 80. Uczelnie wyższe z pewnością będą tworzyły programy studiów także dla kształcenia w tych nowych kierunkach i specjalnościach nawet omijając istniejące ograniczenia formalne.

Mogę Państwa zapewnić, że problemy te pozostają w sferze bezpośredniego zainteresowania władz Uczelni i są przedmiotem żywej dyskusji całego środowiska. Niezwykle obfity plon przyniosła tu zwłaszcza senacka debata nad programem strategii rozwojowej SGH. Choć przyjęcie ostatecznego kształtu tej strategii będzie jeszcze przedmiotem naszych prac, to z dotychczasowego przebiegu dyskusji niewątpliwymi wydają się strategiczne wizje: internacjonalizacji Uczelni, położenia zasadniczego nacisku na rozwój prac badawczych oraz elastycznego kształtowania programów edukacyjnych.

Zatrzymajmy się na chwile przy problemach umiędzynarodowienia.

Rozwój społeczny w naszej Ojczyźnie oraz w innych krajach Europy i Świata, rodzi nowe wyzwania także w dziedzinie szkolnictwa wyższego. Społeczność ludzka, na skalę nie znaną kiedykolwiek w przeszłości, staje się prawdziwie międzynarodowa.

Rozwój informatyki przyspiesza proces globalizacji nauczania akademickiego. Równocześnie wiele narodowych systemów edukacyjnych zmienia swoje indywidualne cechy i w coraz to większym stopniu podlega wpływowi światowego szkolnictwa wyższego.

Tendencje te w coraz bardziej znaczący sposób wpływać muszą na przygotowanie młodych ekonomistów do ich przyszłego zawodu. Trzeba się liczyć z koniecznością zharmonizowania krajowego systemu szkolnictwa wyższego z systemami edukacyjnymi innych krajów europejskich, a następnie całego świata. Wielka liczba międzynarodowych instytucji zajmujących się nauczaniem na poziomie wyższym stara się od dawna osiągnąć ten cel, jest to fakt odzwierciedlony w licznych międzynarodowych dekla-racjach.

Nasza Uczelnia zrobiła już znaczący krok w tym kierunku. Przejawem tego jest miedzy innymi rosnąca co roku o 10 do 20% liczba studentów SGH wyjeżdżających na studia w uczelniach partnerskich i jednocześnie rosnąca w ostatnich latach liczba studentów obcokrajowców podejmujących studia w naszej Uczelni.

Musimy dalej podążać tą drogą tym bardziej, że możemy poszczycić się wiarą i zaufaniem zagranicznych partnerów.

Szanowni Państwo,

Musimy oswoić się z myślą, iż dotychczasowy monopol kilku szkół państwowych na nauczanie ekonomii i zarządzania przestał istnieć. Dynamicznemu wzrostowi liczby podmiotów kształcących w tym zakresie towarzyszy jak na razie brak jasnych reguł współdziałania i uczciwej konkurencji. Dlatego w minionym roku akademickim SGH zainicjowała ustanowienie Fundacji Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych. Wśród jej celów jest wspieranie i koordynowanie rozwoju nauczania akademickiego w zakresie ekonomii, ułatwianie wymiany informacji, doświadczeń i współpracy w integrowaniu programów nauczania, a także rzetelna akredytacja programów nauczania, pozwalająca absolwentom szkół średnich i studentom dokonywać świadomych wyborów. Powinniśmy szczególnie dbać o utrzymanie wysokiego standardu nauczania i pracy badawczej. Nasza Uczelnia powinna identyfikować problemy i wyzwania, aby na dokonanych osiągnięciach budować swój pozytywny wizerunek i zachować najwyższy prestiż. Musimy również rozpoznawać nasze słabe strony i identyfikować trudności, aby je skutecznie pokonywać. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że zadania te są wyzwaniem dla wszystkich grup naszej wspólnoty akademickiej, a cywilizacja na progu XXI wieku wymaga od każdego z nas podjęcia działań na jej miarę.
 
 
Źródło: Gazeta SGH, nr 144, 15 października 2001 roku
 
 

Wykład inauguracyjny wygłoszony przez prof. Leszka Balcerowicza
podczas inauguracji roku akademickiego 2001/2002
 
Od czego zależy rozwój?
 
 
Prof. Leszek Balcerowicz
Szkoła Główna Handlowa w Warszwie
 
Panie Rektorze, 
Koleżanki i Koledzy, 
Szanowni Goście i Drodzy Studenci

Jestem zaszczycony, że mogę wygłosić wykład inauguracyjny w swojej macierzystej Uczelni. Spotykamy się w szczególnych okolicznościach - zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych - jednak tym bardziej powinniśmy skupić naszą uwagę na czynnikach, od których zależy rozwój. Nie sądzę, aby tragedia ludzka w Stanach Zjednoczonych miała prowadzić do dramatu gospodarki światowej. Gdyby jednak przejściowo miało być trudniej, tym ważniejsze jest, żeby wzmacniać się wewnętrznie, żeby odblokowywać to, co hamuje nasz rozwój. Ze względu na okoliczności wewnętrzne chciałbym powiedzieć, że praw ekonomii nie da się ani zakrzyczeć, ani zatupać, ani zablokować. Dają one o sobie znać wtedy, kiedy próbuje się je naruszać, a skutki tego zawsze ponosi społeczeństwo.

O rozwoju mówimy, gdy mamy na myśli systematyczne, długofalowe i powszechne poprawianie warunków życia społeczeństwa. Chcę podkreślić, że o rozwoju można sensownie mówić tylko wtedy, kiedy mamy perspektywę długofalową. Rozpatrywanie wzrostu w krótkiej perspektywie jest bardzo niebezpieczne. Po pierwsze dlatego, że pomija się to, co może zagrażać rozwojowi na dłuższą metę - narastanie nierównowagi gospodarczej - a za to się płaci. Po drugie, wszystkie siły, od których zależy długofalowa poprawa, działają systematycznie i rzadko ujawniają się np. w ciągu roku. Reformy strukturalne, które są kluczowe, działają systematycznie, ale od momentu ich podjęcia do osiągnięcia trwałych skutków upływa pewien czas. Krótkookresowa perspektywa prowadzi więc do pominięcia najważniejszych czynników rozwoju.

Ze względu na ograniczenia czasowe mówiąc o rozwoju, muszę - oczywiście - być bardzo selektywny i spojrzeć na problem z lotu ptaka. Tak też proszę potraktować moje dalsze uwagi.

I. Wiemy z doświadczenia i z teorii, że kraje biedniejsze mogą, ale nie muszą zmniejszać dystans do krajów bogatszych. Co wiemy z historii? Jakie kraje w swoim czasie zmniejszyły ten dystans? W Skandynawii nastąpiło to w II połowie XIX wieku i na początku XX wieku; w Japonii - przede wszystkim w XX wieku (do niedawna); w Chinach - od końca lat siedemdziesiątych. Późniejsze azjatyckie tygrysy - takie jak Korea Południowa, Tajwan, Malezja, Tajlandia - przynajmniej do niedawna zmniejszały ten dystans. W Polsce proces ten trwa od 1992 r.
A jakie kraje nie tylko nie zmniejszały, ale wręcz zwiększały ten dystans? Jako przykład może posłużyć Argentyna - niegdyś bardzo bogaty kraj, ponadto wszystkie kraje socjalistyczne w latach 1945-1989, praktycznie cała Afryka, a także - do lat osiemdziesiątych - większość Ameryki Łacińskiej.

Na tym tle powstaje pytanie o przyczynę sukcesów lub fiaska w nadganianiu, czyli w zapewnianiu ludziom trwale lepszych warunków życia. W telegraficznym skrócie ująłbym je tak: sukces lub fiasko w tym wielkim procesie nadganiania zależą od tego, jaki jest kształt ustroju i jak szybko się od niewłaściwego ustroju odchodzi. Nie da się oddzielić fundamentalnych reform gospodarki od reform zakresu i struktur państwa. Doświadczenie, a także teoria pokazują nam, że u podłoża klęsk, braku nadganiania, a czasem cofania się leżą różne kombinacje następujących szkodliwych form obecności państwa w społeczeństwie i gospodarce:

Upaństwowienie własności i zakaz prywatnej przedsiębiorczości. To wystarczy, żeby pozbawić ludzi szans na trwałą poprawę warunków życia. Arbitralna, drobiazgowa regulacja życia gospodarczego - nawet przy nominalnej własności prywatnej - rodzi paraliż i korupcję (w wielu częściach świata posocjalistycznego i do niedawna w Ameryce Łacińskiej).

Daleko posunięte i trwałe zamknięcie na świat samo w sobie wystarczy, aby pozbawić ludzi szans na awans gospodarczy, bo nie ma się od kogo uczyć, nie rozwija się technika - nie zmniejsza się dystansu.

Nadmierna redystrybucja dochodów poprzez budżet, która często jest redystrybucją od biedniejszych do bogatszych. Bardzo duża jej część - dokonywana pod hasłami jak najbardziej szlachetnymi - ma właśnie taki charakter.

Różne kombinacje tego rodzaju czynników można nazwać etatyzmem, dla odróżnienia od obecności państwa w społeczeństwie i gospodarce. Kraje, w których on występuje, zapłaciły za to niezwykle wysoką społeczną cenę. Jednocześnie w tych krajach za mało było skutecznego państwa, w takich dziedzinach, gdzie jest ono potrzebne, gdzie dostarcza tzw. dóbr publicznych. Jakie to są dobra? Bezpieczeństwo fizyczne ludzi, jasny i dobrze egzekwowany ład prawny, włącznie z dobrą obsługą gospodarki - aby ludzie mogli mieć do siebie racjonalne zaufanie w gospodarce. Ogromna jest rola instytucji dobrego prawa - sądów, prokuratury, całego wymiaru sprawiedliwości. Ich zły stan hamuje rozwój gospodarki. Obowiązkiem państwa jest nadto zapewnienie stabilności pieniądza i cen. Potwierdzają to badania.
Stabilne ceny są najlepszym środowiskiem dla podejmowania trafnych decyzji inwestycyjnych. Zdrowia finansów publicznych nie da się na dłuższą metę oddzielić od pieniądza. Chore finanse publiczne zarażają. Myślę, że doświadczenie i teoria dostarczają nam wielu wskazówek, co służy, a co przeszkadza rozwojowi.

II. W ciągu ostatnich dwudziestu, trzydziestu lat w różnych częściach świata zarysowały się wyraźne tendencje do odchodzenia - w różnym tempie i przy rozmaitych oporach - od etatyzmu, tj. nadmiaru państwa tam, gdzie szkodzi, i niedoboru tam, gdzie jest potrzebne. Obserwujemy to w Ameryce Łacińskiej, gdzie odchodzi się - w różnym tempie w różnych krajach - od modelu nieracjonalnie rozdętego i przez to skorumpowanego państwa. Obserwujemy to także w krajach już zaawansowanych w dążeniu do racjonalizacji państwa i prywatyzacji. Nie tylko premier M. Thatcher, ale też premier L. Jospin, który nominalnie należy przecież do lewicy, szybko prywatyzowali. Nie jest to przejawem żadnej ideologii, tylko zdrowego rozsądku, wyciągania wniosków z praktyki. Chiny od końca lat siedemdziesiątych nie doszły jeszcze do demokracji, ale zakres arbitralnej interwencji państwa się zawęził, pozostawiając pole własności prywatnej i prywatnej przedsiębiorczości - w tym również dla inwestycji zagranicznych. Istnieją też najbardziej radykalne przypadki przechodzenia od nieracjonalnie rozwiniętego państwa do państwa racjonalnie skupionego. Dostarczają nam ich niektóre kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w tym - przynajmniej do dziś - Polska, choć wiele zostało tu do zrobienia.

Źródłem naszych problemów nie jest nadmiar reform, prowadzących do racjonalnie ograniczonego państwa, lecz ich niedobór, głównie na skutek blokowania niezbędnych zmian. Mamy bardzo bogaty materiał empiryczny; znamy różne przypadki i możemy, posługując się solidnymi technikami badawczymi, wyciągać z nich wnioski. Mówiąc w największym skrócie: jeżeli wyizolujemy wpływ innych czynników, takich jak wstrząsy zewnętrzne i położenie geograficzne, to możemy sformułować generalny wniosek, że im większy postęp osiąga się w odchodzeniu od nieracjonalnie rozdętego państwa w kierunku państwa racjonalnie ograniczonego, im bardziej państwo wycofuje się z dziedzin, w których szkodzi, a wzmacnia w tych, w których jest potrzebne społeczeństwu - tym większy jest postęp gospodarczy, tzn. poprawa warunków życia ludzi. Nie znam przypadku, który by tezę tę falsyfikował.

III. Nawet liderzy wzrostu miewają różne "wypadki przy pracy" - na przykład azjatyckie tygrysy. Nie zaprzecza to jednak ich wcześniejszym sukcesom i tezie, że osiągnięte zostały właśnie dzięki temu, że - w odróżnieniu od innych - byli bliżsi modelowi racjonalnie ograniczonego państwa. Ciekawe jest, że - wbrew rozmaitym teoriom dotyczącym Korei Południowej czy Tajlandii - źródłem ich niedawnych problemów nie był brak jakiejś szczególnej interwencji państwa, ale to, że na ogół bywało jej tam za dużo, np. powiązań politycznych między rządami, bankami i korporacjami. Z drugiej strony było jej za mało, np. jeśli chodzi o nadzór nad rynkami finansowymi. Dalsza ewolucja pod wpływem kryzysu zmierza, w moim przekonaniu, w kierunku racjonalnie ograniczonego państwa.

IV. Wiele słyszymy o nauce i nowoczesności. Bardzo słusznie, choć czasami mam wrażenie, że jest to częścią politycznej poprawności. Jest ważne, aby zastanowić się, od czego zależy tempo tworzenia użytecznej wiedzy i jej rozpowszechniania w praktyce. Jeśli się nad tym poważnie zastanawiamy, musimy dostrzec bardzo wyraźny związek między kształtem kluczowych części systemu instytucjonalnego, czyli ustroju, a tempem rozpowszechniania się innowacji, zwłaszcza jeśli chodzi o najnowsze techniki, włącznie z Internetem, które wszystkich fascynują. Otóż za sukcesem kryją się najprawdopodobniej takie czynniki instytucjonalne, jak elastyczne instytucje oświatowe i badawcze. Stare modele niekoniecznie się tu sprawdzają. Usprawnianie organizacji uniwersytetów w kierunku zwiększenia ich elastyczności jest ważnym czynnikiem rozwoju.

Bardzo istotne jest także, jak łatwo można tworzyć firmy, które byłyby oparte na wiedzy; biurokratyczne bariery tworzenia i rozwoju firm hamują bowiem innowacyjność. Nowoczesne technologie, włącznie z Internetem, wymagają dużej elastyczności zatrudnienia, kształtowania płynnych struktur w organizacjach. Sztywne przepisy prawa pracy są więc hamulcem nowoczesności. Oprócz tego przyczyniają się do bezrobocia, zwłaszcza wśród ludzi młodych. Nie można być prawdziwym zwolennikiem Internetu i jednocześnie utrzymywać nieelastyczne przepisy prawa pracy i przepisy socjalne. Tego się nie da pogodzić.

Bardzo ważne jest wreszcie, jaki kształt ma system finansowy i z jaką szybkością i trafnością odpowiada na projekty inwestycyjno-innowacyjne.

Prowadzi to do paru uwag dotyczących systemu finansowego. Przypomnę, że gdy używamy tego określenia, mamy na myśli zestaw instytucji i mechanizmów, które spełniają następujące funkcje:
  • gromadzą oszczędności ludzi i ich organizacji, m.in. przedsiębiorstw,
  • zajmują się komercyjnym, przynajmniej w założeniu, rozdziałem tych środków między różne zastosowania i organizacje,
  • sprawują lepszy lub gorszy nadzór nad odbiorcami kapitału (corporate governance),
  • realizują płatności i rozliczenia.


Wiemy, że w tym systemie finansowym oddziela się bankowość komercyjną od instytucji rynku kapitałowego, choć podział ten się zaciera. Ważniejsze jest chyba to, że kształt i poziom rozwoju systemu finansowego są bardzo ważnym wyznacznikiem długofalowego tempa rozwoju.
Wyniki solidnych badań empirycznych przedstawione między innymi w niedawnym raporcie Banku Światowego świadczą o tym, że:

  • Poziom rozwoju systemu finansowego mierzony rozmaitymi wskaźnikami, jak np. relacja depozytów, kredytów dla sektora prywatnego oraz kapitalizacji giełdy do PKB, ma wyraźny pozytywny wpływ na długofalowe tempo wzrostu gospodarki. Słabo rozwinięty system finansowy wpływa na osłabienie tempa rozwoju, lepiej rozwinięty - oznacza wyższe tempo. Jest przy tym bardzo ważne (co również wykazały te badania), że ten pozytywny wpływ dokonuje się przez korzystne kształtowanie najcenniejszej siły rozwoju, tj. produktywności, czyli jest to wzrost bezinwestycyjny. Dzieje się tak najprawdopodobniej dlatego, że przy sprawnych instytucjach finansowych - zarówno bankowych, jak i niebankowych - można dokonywać lepszego wyboru projektów i sprawniej je realizować niż w sytuacjach, gdy firmy polegają głównie na samofinansowaniu. W tym drugim przypadku słabsza jest zewnętrzna dyscyplina. Oczywiście, same instytucje finansowe muszą być sprawnie nadzorowane.

  • Poziom rozwoju systemu finansowego korzystnie wpływa także na tempo redukcji biedy. Powszechnie uważa się, że banki i inne instytucje finansowe służą tylko bogatym, jednak z badań wynika, że im bardziej rozwinięte są zdrowe instytucje finansowe, tym większe - przeciętnie - jest tempo redukowania biedy. Dlaczego? Otóż biedy nie redukuje się na trwałe przez zasiłki socjalne, ale poprzez tworzenie sprzyjających warunków do powstawania produktywnych miejsc pracy - a instytucje finansowe mają tu do odegrania kluczową rolę. Ponadto, istnieje segment takich instytucji, które bezpośrednio skierowane są do ludzi biedniejszych - są to mikropożyczki, które sprawdzają się w niektórych krajach, także w Polsce. I to jest ta przysłowiowa wędka, a nie ryba, którą warto - wyrażając prawdziwą wrażliwość społeczną - podawać tym ludziom.

  • Kraje mniej rozwinięte mają pod pewnymi względami odmienne systemy finansowe niż kraje bardziej rozwinięte:

  • W krajach mniej rozwiniętych słabiej rozwinięty jest system wyspecjalizowanych instytucji finansowych - takich jak giełda, banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne - a większą rolę odgrywają nieformalne przepływy finansowe, np. w ramach rodziny.

  • W krajach mniej rozwiniętych większa jest rola samofinansowania się przedsiębiorstw, a mniejsza zewnętrznego finansowania, choć również w krajach rozwiniętych samofinansowanie się przedsiębiorstw odgrywa sporą rolę.

  • W krajach mniej rozwiniętych relatywnie mniejsze znaczenie ma rynek kapitałowy, a większe - banki, co nie oznacza, że nie należy tego zmieniać. W systemie finansowym potrzebna jest różnorodność, a nie monokultura, tak samo jak w wielu innych dziedzinach życia.

  • W świecie słabo rozwiniętym większą rolę odgrywają banki państwowe. W całej Afryce, w Bangladeszu banki są prawie w 100% własnością państwową; 40% ludności biednego świata żyje w krajach, w których większość banków należy do państwa. Co wynika z badań na temat roli państwa w bankach? (Jest to przedmiotem wielu emocji, ale sąd nie powinien być oparty na emocjach, tylko na badaniach.) Po pierwsze, jest ona jednoznacznie szkodliwa dla rozwoju w porównaniu ze sprawdzonymi bankami prywatnymi. Państwo w bankach to bardzo często polityka w bankach, a polityka ma inną funkcję i często kłóci się z rachunkiem ekonomicznym. Po drugie, występują wysokie koszty (ze względu na niesprawność) i wysokie marże, które płaci klient - zarówno oszczędzający, jak i pożyczający. Po trzecie, banki takie są podatne na narastanie ogromnych ukrytych strat, aż do wybuchu - w końcu największe kryzysy dotyczyły banków, również w świecie rozwiniętym (np. Credit Lyonnais - 25 mld dolarów strat). Kiedy zaś dochodzi do wybuchu, to jest on znacznie silniejszy niż w przypadku banków prywatnych, które też są podatne na kryzysy, bo taka jest natura tej działalności. I wreszcie, im większy jest udział banków państwowych, tym przeciętnie wolniejszy jest rozwój całego systemu finansowego, a wskutek tego i rozwój całej gospodarki, oraz bardziej stłumiony jest rozwój giełdy, czyli drugiej części rynku kapitałowego.

Doświadczenia krajów posocjalistycznych potwierdzają wyniki badań dotyczące Trzeciego Świata: nie ma żadnego przypadku trwałego sukcesu banku państwowego. Banki, które były tworzone wyłącznie lub głównie z udziałem kapitału rodzimego, rzadko też odnosiły trwały sukces. Na szczególne ryzyko narażone były banki tworzone przez przedsiębiorstwa państwowe. Ze zrozumiałych powodów występował tu konflikt interesów - akcjonariusze domagali się łatwych kredytów i uzyskiwali je. Płacił za to bank i jego klienci.

Stosunkowo największe sukcesy w reformowaniu i tworzeniu zdrowego systemu finansowego osiągnęły te kraje, w których prywatyzację przeprowadzono z dużym udziałem międzynarodowych inwestorów strategicznych. Na wyniki badań nikt - a zwłaszcza ludzie nauki - nie powinien się obrażać. Pozytywne przykłady to Węgry, kraje nadbałtyckie, w dużej mierze także Polska. To, co jest przedmiotem krytyki z różnych stron, było w istocie przejawem naszego największego sukcesu, którym są dobre przekształcenia własnościowe banków. Stają się one bardziej wymagającą i racjonalną częścią otoczenia przedsiębiorstw.

Szanowni Państwo!
Przedstawiłem w telegraficznym skrócie tylko niektóre wnioski, które nasuwają się i z teorii, i z obserwacji, a nade wszystko ze starannych badań empirycznych. Na koniec chciałbym powiedzieć tak: myślę, że wiemy dostatecznie dużo - choć nigdy nie wiemy wszystkiego - o tym, co służy, a co przeszkadza długofalowemu rozwojowi, czyli systematycznej, powszechnej poprawie warunków życia. Jednak sama ta wiedza nie przekłada się automatycznie na działanie. Gdyby tak było, wszyscy byliby bogaci. Zła polityka gospodarcza ma wielką siłę przyciągania, bo często daje łatwe recepty i jest pożywką dla różnych grup interesów, które są zawsze wrogami interesu ogółu. Jest tak niezależnie od tego, jakimi szczytnymi hasłami się posługują. Dlatego myślę, że moralnym obowiązkiem elit intelektualnych, w tym zwłaszcza ekonomistów, jest rozwijanie wiedzy i docieranie z nią do tych, którzy podejmują decyzje i do całego społeczeństwa. Dzięki temu decyzje podejmowane w naszej demokracji będą lepsze dla ludzi.

Dziękuję bardzo
 
 

Źródło: Gazeta SGH, nr 144, 15 października 2001 roku
 
 
 
 
 
Praca wykonana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki" w latach 2012-2015