Pomiń polecenia Wstążki
Przeskocz do głównej zawartości
Przeskocz do głównego menu
Nawiguj w górę
Logowanie
 

 1994/1995

 
 
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995

Gościem inauguracji był Lech Wałęsa - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Prezydentowi towarzyszyli ministrowie: prof. Janusz Ziółkowski - minister stanu i szef kancelarii, prof. Bogusław Liberadzki - minister transportu i gospodarki morskiej i prof. Kazimierz Przybysz - wiceminister edukacji. Na inaugurację przybyli także: wicepremier prof. Grzegorz Kołodko, Mieczysław Bareja - prezydent Warszawy, Andrzej Szyszko - przewodniczący Rady Warszawy, byli rektorzy SGH, ambasadorowie i członkowie korpusu dyplomatycznego.

W czasie inauguracji odbyła się uroczysta immatrykulacja studentów I roku, której dokonała prof. dr hab. Elżbieta Adamowicz - prorektor ds. dydaktyki i studentów.
W czasie uroczystości wręczono listy gratulacyjne absolwentom SGH w 50-lecie immatrykulacji, która miała miejsce w ostatnich miesiącach II wojny światowej w Częstochowie na kursach akademickich SGH.

>Wykład inauguracyjny wygłosiła prof. dr hab. Urszula Grzelońska nt: "Czy Polska może mieć efektywną gospodarkę?"
 
Przedstawiamy władze akademickie Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie
w roku akademickim 1994/1995
 
Rektor           prof. Janina Jóźwiak
Prorektorzy prof. Elżbieta Adamowicz
                       prof. Marek Rocki prof. Krzysztof Rutkowski
                       prof. Janusz Beksiak - dziekan Kolegium Analiz Ekonomicznych

Dziekani

prof. Janusz Kaliński - dziekan Kolegium Ekonomiczno-Społecznego
prof. Eufemia Teichmann - dziekan Kolegium Gospodarki Światowej
prof. Andrzej Herman - dziekan Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie
prof. Romuald Bauer - dziekan Kolegium Zarządzania i Finansów
prof. Adam Noga - dziekan Studium Podstawowego
prof. Tomasz Szapiro - dziekan Studium Magisterskiego
prof. Edward Golachowski - dziekan Studium Zaocznego


Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Do auli wchodzi Lech Wałęsa - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Gości wita JM Rektor prof. Janina Jóźwiak
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Goście i społeczność akademicka
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Od prawej profesorowie: Marek Rocki – prorektor, Krzysztof Rutkowski - prorektor, Janina Jóźwiak - rektor, Elżbieta Adamowicz – prorektor
 
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Przemawia Lech Wałęsa - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
 Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Przemawia Lech Wałęsa - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995. 
Wśród gości Lech Wałęsa - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Immatrykulacja. Indeks odbiera Paweł Niedziółka
Zakończenie inauguracji.
Lech Wałęsa - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, prof. Urszula Grzelońska, prof. Aleksander Müller
Inauguracja roku akademickiego 1994/1995.
Spotkanie w Sali Senatu – od lewej: prof. Krzysztof Rutkowski, prof. Janina Jóźwiak,  Lech Wałęsa, prof.  Elżbieta Adamowicz, prof. Marek Rocki,  prof. Janusz Ziółkowski - minister stanu i szef kancelarii, prof. Janusz Beksiak, prof. Aleksander Müller, prof. Urszula Grzelońska
 
 
 
fot. Maciej Górski
 
Wykład inauguracyjny wygłoszony przez prof. Urszulę Grzelońską podczas inauguracji roku akademickiego 1994/1995

Czy Polska może mieć efektywną gospodarkę?

Prof. dr hab. Urszula Grzelońska
Katedra Ekonomii I w SGH

W prezentowanym wykładzie pragnę zwrócić uwagę Państwa na dalszą perspektywę polskiej gospodarki i czynię to z kilku powodów. Po pierwsze, mamy uroczystość; w takim momencie na ogół chce się pominąć troski dnia codziennego i ponad nimi spojrzeć w świat. Po drugie, reprezentuję środowisko akademickie, przygotowujące kadry dla przyszłości. Z mojej pozycji muszę więc przewidywać i brać pod uwagę dalszą przyszłość. Po trzecie wreszcie, kiedy sporządziłam już w myśli plan mojego wystąpienia, stwierdziłam, że z patrzenia perspektywicznego mogą wyniknąć ciekawe wnioski dla dokonywanych dzisiaj rozstrzygnięć.

Tak więc na pytanie postawione w tytule mojego wystąpienia poszukuję odpowiedzi w perspektywie 25-30 lat. Termin efektywna gospodarka pojmuję w sposób bardzo tradycyjny. Efektywność jest dla mnie wyrazem intensywności, z jaką zasoby gospodarcze są przetwarzane w strumień dóbr i usług oraz intensywności z jaką strumień ten powiększa się z upływem czasu.

Podstawą prowadzonego dalej rozumowania jest, po pierwsze - teza mówiąca, że efektywność gospodarki (narodowej) zależy od panującego w danym kraju systemu gospodarczego, a po drugie - pogląd, którego nie będę uzasadniać, że efektywna gospodarka niesie ze sobą system, którego składnikiem jest rynek. Pogląd ten budzi dużo emocji, niemniej jednak dzisiaj, pod koniec XX wieku wydaje się on nie mniej zasadny jak był 100 czy 200 lat temu.

Przyjmuję następujący tok rozumowania. Po ogólnym scharakteryzowaniu elementów składających się na każdy system gospodarczy przechodzę do obejrzenia tych elementów w Polsce teraz i w najbliższej przyszłości. Na podstawie dokonanej analizy, na koniec, formułuję odpowiedź na tytułowe pytanie.

W każdym systemie gospodarczym wyodrębniam cztery elementy, wzajemnie od siebie zależne i oddziałujące na siebie. Są to: postawy ludzi, instytucje gospodarcze, mechanizm ruchu, albo inaczej mówiąc - mechanizm regulacji gospodarki oraz zasób wiedzy i technik produkcji i zarządzania.

Jako pierwszy element wymieniłam postawy ludzi. Rozumiem pod tym terminem pewne, względnie trwałe, orientacje ludzi wobec gospodarki. Ponieważ nie ma miejsca i czasu tutaj na zajmowanie się rozważaniami definicyjnymi, posłużę się obrazowym stwierdzeniem.

Kiedyś, amerykański polityk i kaznodzieja Jessie Jackson w jednym ze swych kazań mówił: "Pan Bóg nie stworzył soku pomarańczowego. Pan Bóg stworzył pomarańcze, sok z nich trzeba sobie zrobić samemu". Wypowiedź ta posłuży mi dla opisania alternatywnych postaw ludzi wobec gospodarki. Jedni aktywnie starają się w każdych warunkach zarabiać środki na swoje utrzymanie. Inni, biernie czekają, aż ktoś przyniesie im sok pomarańczowy. Kiedy są głodni - czekają na pomoc żywnościową. Kiedy nie mają pracy, czekają na zasiłek albo na "program chroniący miejsca pracy i gwarantujący dochody równe co najmniej średniej płacy", itd. Jeszcze inni - kiedy nie mają, zabierają po prostu innym. Wymienione postawy cechują poszczególnych ludzi, ale wydaje się, że można przenieść je na całe społeczności. Upowszechniają się one bowiem przekazywane w procesie wychowawczym, poprzez przejmowane wartości, mity i wzorce zachowań. Przechodzą z pokolenia na pokolenie. Dlatego mówię, że elementem systemu gospodarczego kraju X jest bierna, aktywna, albo piracka postawa jego obywateli.

Drugi element każdego systemu gospodarczego to instytucje. Jest to zbiór przepisów, zasad (pisanych i niepisanych), organów rozkładających uprawnienia i odpowiedzialność między różne podmioty gospodarki i społeczeństwa. Nie muszę specjalnie przekonywać Państwa, że instytucje gospodarcze różnych krajów mogą być różne i bywają różne.

Element, który określiłam jako mechanizm ruchu, to siła, kierująca dobra od producenta do nabywcy, sprawiająca, że zasoby produkcyjne i kapitał kieruje się do jednych działów gospodarki, a unika innych. Klasyfikacja systemów gospodarczych ze względu na panujący mechanizm regulacji jest chlebem powszednim ekonomii, i z tego miejsca nie zamierzam nikogo tym chlebem częstować. Powiem tylko, że jednym ze znanych mechanizmów ruchu jest rynek, a starszym spośród nas na tej sali znany z autopsji jest także system planów i nakazów.

Jako element systemu gospodarczego traktuję także sposób wiedzy i technik produkowania, informowania i rejestrowania i zarządzania stosowanych w gospodarce. Tego czynnika nie będę bardziej szczegółowo charakteryzować.

Wszystkie cztery, wymienione i właśnie przedstawione elementy systemu gospodarczego tworzą całość i właśnie dlatego mówię o systemie. System ten się rozwija, co oznacza, że odpowiednio, we wzajemnym dostosowywaniu do siebie zmieniają się jego elementy, bez świadomej integracji ludzi.

Czasami wszakże ludzie dochodzą do wniosku, że system trzeba zmienić, trzeba dokonać przestawienia gospodarki na inną drogę. Mówi się wtedy o transformacji gospodarki, która - przy przyjętym tu rozumieniu systemu musi oznaczać zbudowanie innych postaw, innych instytucji, przejęcie innego mechanizmu ruchu i wreszcie, zaadoptowania innych technik produkowania, metod organizacji i zarządzania gospodarką.

Przechodząc do omówienia współzależności między elementami systemu zwracam uwagę, że stosunkowo najwięcej wiemy o zależnościach między instytucjami i mechanizmem ruchu gospodarki, obecnie w ekonomii wydaje się przeważać myślenie, że konkretne proporcje między tymi elementami są sprawą mniej lub bardziej arbitralnych rozstrzygnięć. Omawiając te kwestie posłużę się analogią. Mechanizm ruchu i instytucje razem tworzą jakby drogę wodną po której poruszane są ładunki życia gospodarczego. Mechanizm ruchu to jak gdyby płynąca własną siłą woda, a instytucje to umocnienia brzegów, tamy, śluzy, boje sygnalizacyjne, wreszcie straż wodna. Politykom (i ekonomistom) wydaje się, że można bez szkody dla szybkości i siły wody, rozbudować instytucje regulujące. W krańcowych przypadkach instytucje te mogą w całości zastąpić mechanizm ruchu gospodarki, co - odwołując się do zarysowanej przed chwilą analogii - oznaczać będzie, że prąd wody poruszającej ładunki życia gospodarczego zastąpiony zostaje pracą pchaczy, a praktyczniej o możliwości takiego rozwiązania świadczy trwający dziesiątki lat system gospodarczy funkcjonujący bez rynku.

Znajomość systemu gospodarczego, panującego przez dziesiątki lat m.in. w Polsce, pozwala mi scharakteryzować także zależność między pozostałymi elementami systemu gospodarczego. W warunkach panowania postaw biernych nie ma miejsca dla np. rynku kapitałowego, który zmusza ludzi do liczenia, kalkulowania, do decyzji o oszczędzaniu i kieruje te oszczędności do odpowiednich miejsc. I w drugą stronę patrząc, system centralnego planowania zaopatrzenia ludności mógł być kontynuowany bez większych zakłóceń tam, gdzie ludzie godzili się na to, że tylko przy wielkich okazjach korzystają z dostaw soku pomarańczowego.

Podobnie wyglądają zależności między technicznymi i pozostałymi składnikami systemu. Gospodarka działająca w systemie który nie odwoływał się (poprzez nagradzanie pewnego typu postaw) do indywidualnej przedsiębiorczości i operatywności mogła funkcjonować dziesiątki lat bez książki telefonicznej tak wielkiej metropolii jaką była Moskwa, bez możliwości faksowego połączenia między Karczewem a Amsterdamem i nie stwarzało to żadnego problemu.

Pora teraz przejść do obejrzenia stanu poszczególnych składników systemu gospodarczego w Polsce teraz i w najbliższej przyszłości. Stan mechanizmu ruchu oraz instytucji oddaje najlepiej - wydaje się - przedmiot i ton toczących się obecnie dyskusji. Jedni ekonomiści i politycy twierdzą, że dla poprawy polskiej gospodarki, będącej w rzekomym autentycznym kryzysie, należy szerzej dopuścić do działania rynek, we wszystkich jego rodzajach. Obok istniejącego rynku towarów trzeba rozwijać i upowszechniać rynek pracy, pieniądza, kapitału, trzeba połączyć rynek wewnętrzny ze światowym, bez śluz i tam w postaci ceł, koncesji czy opłat wyrównawczych. Inni ekonomiści i politycy - przeciwnie niż pierwsi - zło w postaci pozornych czy rzeczywistych nierówności społecznych, strukturalnych, upadku niektórych gałęzi produkcji, niektórych rejonów wiążą z żywiołem rynku i domagają się uruchomienia odpowiedniej regulacji, ingerencji państwa i jego organów, czytelnej polityki makroekonomicznej, czyli odpowiedniego zaprojektowania instytucji gospodarczych. Decyzje podejmowane pod wpływem tych przeciwstawnych poglądów powodują wyłanianie się systemu gospodarczego niełatwo poddającego się zaklasyfikowaniu. Systemu zmieniającego się z kwartału na kwartał. W tej sytuacji nie łatwo przewidzieć jego "docelową" postać, w jakiej będzie funkcjonowała Polska po przekroczeniu progu następnego tysiąclecia. Na kierunek ewolucji będą, wydaje się przesadzać dwa pozostałe elementy czyli postawy ludzi i zasoby wiedzy i techniki produkowania i zarządzania.

Sprawa postaw ludzi wobec gospodarki jest sprawą dość skomplikowaną. Na poziomie publicystyki można sformułować pogląd, że Polacy w okresie socjalistycznego systemu gospodarczego prezentowali stosunkowo aktywne (przedsiębiorcze) postawy, które nie bardzo były spójne z pozostałymi elementami tego systemu. Postawy sprawiały, że gospodarka nie była stabilna i że Polska przez 30 lat była w awangardzie wszystkich rokoszy gospodarczych i politycznych. Po przewrocie, pomimo, że mamy dopiero podmurówkę nowego systemu gospodarczego Polska osiągnęła stosunkowo szybką poprawę gospodarowania mierzoną wskaźnikami rozwoju i tym co widać w tzw. sferze realnej. To właśnie aktywni Polacy zapełnili półki sklepów mięsnych, nabiałowych, odzieżowych, itd. I w momencie utrwalania się - jak powiedziałam - podmurówki nowego systemu gospodarczego postawy aktywne zaczęły ustępować postawom biernym, roszczeniowym, w oczekiwaniu, że to państwo powinno zapewnić obywatelom dostawy soku pomarańczowego, a nie oni sami.

Takie orientacje wspierane są przez polityczną demagogię, walkę o klientelę polityczną w której podgrzewane są sentymenty do minionych rozwiązań instytucjonalnych. Te publicystyczne spostrzeżenia kierują mnie na dość śliski grunt, wobec czego wycofuję się formułując hipotezę, że panujące obecnie wśród Polaków postawy wobec gospodarki obiecują w bliskiej przyszłości uformowanie takich instytucji gospodarki, które będą raczej osłabiać i hamować, niż wspierać działanie rynku jako mechanizmu ruchu. Doświadczenia wielu krajów wskazują, że "rynek z ludzką twarzą" oznacza rynek słaby i jednocześnie mało efektywną gospodarkę.

Pozostało jeszcze pytanie jaki będzie wpływ ostatniego elementu, stanu wiedzy i techniki produkowania, zarządzania na kształt panującego w Polsce systemu gospodarczego? Starałam się już wcześniej wskazać, że obecny stan tego składnika jest w znacznej mierze spójny z elementami poprzednio panującego w Polsce systemu. I wymaga przebudowy, tak jak pozostałe elementy. Dokonać tego można w dwojaki sposób. Po pierwsze, rozwijając i zmieniając system edukacji, czym nie będę się w tej chwili zajmować. Po drugie, poprzez tzw. uczenie się przez działanie (learning by doing). W tej sytuacji aż prosi się, aby wspomnieć o roli obcego kapitału w przebudowie polskiego systemu gospodarczego. Jak wiadomo, jest to bardzo kontrowersyjna sprawa.

Zwolennicy inwestycji zagranicznych mówią o braku rodzimego kapitału; przeciwnicy wołają, że obcy wykupują polski majątek narodowy. Z rozważanego tu punktu widzenia znaczący jest zupełnie inny aspekt sprawy. Obecność w momencie formowania systemu gospodarczego uczestników reprezentujących efektywne gospodarki stwarza szansę na naukę poprzez działanie. Jest to szansa na poglądowe lekcje - bynajmniej nie darmowe - nowych technik organizowania, rejestrowania działalności gospodarczej, efektywnego komunikowania się w biznesie, itp. Tą drogą można byłoby zaadaptować techniczny element systemu gospodarczego do jego nowego kształtu. Ponieważ edukacja - ta zawodowa - zmienia się w Polsce bardzo powoli, szanse na szerokie korzystanie z nauki poprzez działanie są - delikatnie mówiąc - niepewne. Prowadzone m.in. w mojej uczelni badania wskazują, że poza nazwami, treść przekazywanej wiedzy w różnych szkołach biznesu i marketingu ulega bardzo powolnym przeobrażeniom. Jednocześnie można sformułować tezę, że wiedza i znajomość technik produkowania i zarządzania nie staną się raczej katalizatorem przyspieszającym krystalizowanie się nowego, bardziej niż poprzedni efektywnego systemu gospodarczego.

Sumując dotychczas, nieklarowna postać instytucji gospodarczych i ich niejasne role w stosunku do rynku, najmujące raczej niż przyspieszające przemiany, oddziaływanie postaw ludzi i technicznego składnika systemu każą formułować hipotezę, że szanse Polski na system gospodarczy sprzyjający efektywnemu gospodarowaniu są stosunkowo niewielkie. A więc odpowiedź na postawione w tytule wykładu brzmi: prawdopodobieństwo, że Polska w perspektywie najbliższego ćwierćwiecza będzie miała efektywna gospodarkę jest mniejsze niż jedna druga.

Nie chcąc kończyć mojego wykładu tak smutnym akcentem dołączam przypis. Otóż osobiście jestem nastawiona bardziej optymistycznie niż wynikałoby to z przeprowadzonego z całą brutalnością rozumowania. Mój optymizm bierze się stąd, że prognozy naukowców rzadko się sprawdzają, ale mówiąc poważnie mój optymizm bierze się ze świadomości, że zawsze mogą wystąpić czynniki zmieniające logikę wnioskowania. Taki ewentualny czynnik widzę na przykład w naszych studentach. Przychodzą do nas kolejne roczniki młodzieży coraz bardziej inteligentnej, świadomej swoich celów i możliwości. Stąd wiele z tego o czym mówiłam może wyglądać zupełnie inaczej kiedy dzisiejsi studenci podejmą pracę w polskich przedsiębiorstwach i będą kształtować instytucje polskiej gospodarki. Gdyby zaś nie znalazło się tam dla nich miejsce ... no cóż? Będziemy kształcić ludzi dla transnarodowych korporacji, będziemy zasilać regimenty międzynarodowych ekspertów i konsultantów ... i będziemy to czynić z osadem goryczy, że najbardziej dynamiczni i przedsiębiorczy spośród naszych absolwentów nie pracują dla Polski.


Źródło: Gazeta SGH, nr 19, 15 października 1994 roku
 
 
Praca wykonana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki" w latach 2012-2015